NASZ WYBÓR|11 MIN CZYTANIA

Nasza historia, czyli jak powstało MORYARTY

Uwielbialiśmy oglądać stare zdjęcia i grafiki na długo przed tym, zanim pomyśleliśmy o ich sprzedaży. Pewnego dnia odkryliśmy, w co może się przerodzić ta pasja.

AUTOR MORYARTY

UDOSTĘPNIJ
Fotografia nr 03799.

Wcale nie planowaliśmy sprzedawać plakatów. Zbieraliśmy stare grafiki, bo lubiliśmy mieć je na ścianach. Ta pasja była z nami na długo przed pomysłem na firmę, a MORYARTY wyrosło z niej później.

Oto historia początków MORYARTY. Może i ty trzymasz w domu jakiś obraz tylko dlatego, że lubisz na niego patrzeć. Właśnie od tego zaczyna się nasza opowieść.

Plakat „Lesbesse crépe”
Zobacz plakat
Plakat „Lepelaars”
Zobacz plakat
Plakat „Cordial Campari”
Zobacz plakat
Plakat „Achtung Möve”
Zobacz plakat
Zobacz wszystkie plakaty z naszego wyboru

Zbieraliśmy obrazy, które chcieliśmy mieć wokół siebie

Od młodości zbieraliśmy stare grafiki, plakaty i fotografie, po prostu żeby ozdobić sypialnię. Gdy przeprowadziliśmy się na swoje, ten zwyczaj został z nami. Nie budowaliśmy kolekcji. Chcieliśmy tylko urządzać miejsca, w których mieszkaliśmy, po swojemu.

Z tego samego powodu do obrazów dołączyły stare płyty winylowe. Lubiliśmy patrzeć na ich okładki, a niektóre zasługiwały na miejsce na ścianie tak samo jak plakaty. Nigdy nie zbieraliśmy wyłącznie plakatów.

Grafika EMI nr 2762.

Podczas zagranicznych podróży zaczęliśmy kupować obrazy na pamiątkę odwiedzonych miejsc. Gdy wieszaliśmy je potem w domu, pokoje, w których wisiały, przypominały nam o tych wyjazdach.

Po powrocie zaczęliśmy szukać obrazów na aukcjach internetowych. Dzięki nim szukaliśmy dużo dalej niż w miastach, do których mogliśmy dojechać. Kolejnym krokiem były targi i kiermasze staroci: zaczęliśmy je odwiedzać, żeby wyszukiwać plakaty. Nie przyszłoby nam do głowy, że to właśnie na targu wszystko się zmieni.

Zanim w ogóle pomyśleliśmy o firmie, mieliśmy już blisko sto przedmiotów z całego świata: pocztówki, plakaty, dawne reklamy i okładki płyt.

Propozycje plakatów

W Berlinie trafiliśmy pod adres zapisany na odwrocie obrazu

Dzień, który zmienił wszystko, nadszedł w 2017 roku na targu w Berlinie. Na jednym ze stoisk znaleźliśmy stary obraz, a na jego odwrocie ktoś zapisał nazwisko i adres. Adres znajdował się w tym samym mieście. Nie mieliśmy pojęcia, co zastaniemy na miejscu. Wiedzieliśmy tylko, że obraz jest stary, pismo należy do nieznajomej osoby, a adres jest niedaleko.

Poszliśmy więc tam. Znaleźliśmy ulicę, budynek i nazwisko na domofonie. Zadzwoniliśmy. Ktoś odebrał. Staraliśmy się wyjaśnić, że znaleźliśmy jego adres na odwrocie starego obrazu i szukamy plakatów. Czekaliśmy, nie wiedząc, co będzie dalej.

Mężczyzna otworzył drzwi i zaprosił nas do środka. Zaproponował coś do picia, a wtedy zobaczyliśmy jego mieszkanie. Wszędzie były stare plakaty, reklamy i gazety. Mieszkał sam. Opowiedział nam, że przez całe życie pracował na targach, ale na starość nie mógł już tego robić.

Rozmawialiśmy ponad dwie godziny, zanim pokazał nam swoją kolekcję. Siedemset najróżniejszych starych obrazów i grafik, zbieranych przez całe zawodowe życie na targach. Postanowiliśmy kupić wszystkie. Ta wizyta zmieniła nasze hobby w pomysł na firmę i do dziś uważamy ją za prawdziwy początek MORYARTY.

Grafika na Dzień Ojca nr 4.

Byliśmy daleko od domu, a w berlińskim pokoju hotelowym czekały na nas pudła plakatów. Zapakowaliśmy je w kilka paczek i wysłaliśmy przodem. Mieliśmy nadzieję, że obrazy dotrą nieuszkodzone, a szczerze mówiąc, liczyliśmy też, że wrócimy do domu przed nimi.

Propozycje plakatów

Zbudowaliśmy stronę, zanim projekt dostał nazwę

Po powrocie do Barcelony zaczęliśmy od skanerów. Skanowaliśmy obrazy jeden po drugim i każdy ręcznie odnawialiśmy. Potem kupiliśmy używane profesjonalne drukarki i umieściliśmy pierwsze reprodukcje na bardzo prostej stronie internetowej.

Nasz pierwszy plakat przedstawiał Księżyc i do dziś należy do naszych ulubionych. Wszystko inne było dla nas nowe. O sprzedaży internetowej, reklamie w sieci i wysyłce prawie nic nie wiedzieliśmy.

Fotografia oznaczona 1.1, 100 × 70.

Projekt nadal nie miał nazwy ani własnej domeny. Sprawdzaliśmy długą listę pomysłów i dostępność odpowiadających im adresów internetowych. Prawie wszystkie dobre domeny .com były zajęte, a dostępne nazwy nas nie przekonywały.

Aż pewnej nocy, około czwartej nad ranem, leżeliśmy bez snu i rozważaliśmy kolejne nazwy. Wtedy przyszło nam do głowy MORYARTY. Krótkie, łatwe do zapamiętania i z własnym charakterem. Gdy wypowiesz je na głos, usłyszysz angielskie „More Art” albo „More Arty”. Wymyśliliśmy też hasło „MORYARTY, Art and More”.

Byliśmy wielkimi fanami opowieści o Sherlocku Holmesie, a Moriarty to ich czarny charakter. Skojarzenie z bohaterem historii, które lubiliśmy, tylko umocniło nas w tym wyborze. Sprawdziliśmy więc domeny. Zarówno .com, jak i domeny europejskie były wolne, wszystkie co do jednej. Odebraliśmy to jako znak. Kupiliśmy je jeszcze tej samej nocy, o czwartej nad ranem. Tak narodziło się MORYARTY.

Propozycje plakatów

Część magazynu zamieniliśmy w nasz pierwszy sklep

Przez stronę internetową, szczerze mówiąc, prawie nic nie sprzedawaliśmy, a sama strona nie przypominała miejsca, które sobie wyobrażaliśmy. Chcieliśmy przestrzeni wypełnionej plakatami od podłogi po sufit, z setkami grafik w różnych rozmiarach do przeglądania i ramami, które można zobaczyć i dotknąć. Chcieliśmy, żeby ludzie mogli wejść, dotknąć papieru, porównać reprodukcje i bez pośpiechu znaleźć idealną grafikę do domu. Sklep miał odtworzyć to, co sami lubiliśmy w targach i antykwariatach. Sama strona nie mogła tego zapewnić.

Był też praktyczny powód. Po tylu złych opiniach o stronach sprzedających tanie plakaty ludzie chcą zobaczyć druk i dotknąć papieru, zanim wybiorą. W sklepie mogą wziąć plakat do ręki przed podjęciem decyzji. Sklep daje też to, co dobry sklep z płytami: czas, żeby się rozejrzeć, wybrać coś dla siebie i cieszyć się chwilą.

Wynajmowaliśmy już stary magazyn w Barcelonie, gdzie trzymaliśmy zapasy zupełnie innego projektu i zajmowaliśmy się jego logistyką. Podzieliliśmy więc przestrzeń, wyremontowaliśmy jej część i otworzyliśmy w środku sklep. To był najszybszy, najprostszy i najmniej ryzykowny sposób, żeby sprawdzić pomysł w praktyce. Szybko mogliśmy się przekonać, czy inni też chcą takiego miejsca.

Po kilku miesiącach drukowania, malowania i przygotowań otworzyliśmy w 2018 roku pierwszy sklep MORYARTY w Poblenou. Dwie ściany, każda o wymiarach dziesięć na pięć metrów, całe pokryte plakatami. Sto metrów kwadratowych poświęconych plakatom i grafikom vintage.

Sklep.

Wspaniale było patrzeć, jak pierwsi odwiedzający wchodzą i spędzają czas wśród plakatów. Zostawali na dłużej i dzielili się z nami niezwykle cennymi uwagami. Potem przyszły pierwsze zamówienia i zaczęło ich przybywać. To właśnie dało nam motywację, żeby działać dalej.

Do dziś prowadzimy sklepy tak, jak prowadziliśmy ten pierwszy. Dbamy o muzykę, światło i zapach, ale nigdy nikogo nie ponaglamy ani nie zaczepiamy. Ludzie przeglądają plakaty jak książki w bibliotece, a niektórzy spędzają wśród nich ponad godzinę.

Propozycje plakatów

Odnawiamy i drukujemy plakaty, które możesz powiesić u siebie

Po pierwszych zamówieniach pracowaliśmy dniami i nocami, żeby rozbudować katalog do ponad dwóch tysięcy plakatów i ulepszyć stronę. Potem przyszła kolej na następne sklepy. Po Poblenou otworzyliśmy El Born, Chiado, LX Factory i Trindade. W końcu MORYARTY można było odwiedzić w dwóch miastach.

Dziś mamy pięć sklepów w Barcelonie i Lizbonie, a sprzedaż internetowa rośnie równolegle. Z miesiąca na miesiąc sprzedajemy coraz więcej, a ludzie codziennie piszą nam, jak bardzo cieszą się ze swoich plakatów. Świadomie utrzymujemy przystępne ceny, bo wierzymy, że sztuka nie powinna być dostępna tylko dla osób o wysokich dochodach.

Obrazy znajdujemy w bibliotekach, muzeach, kolekcjach internetowych i prywatnych oraz na targach. Każdy skanujemy w bardzo wysokiej rozdzielczości. Potem zaczyna się właściwa praca: godziny ręcznego usuwania uszkodzeń, przywracania kolorów i odnawiania obrazu bez zmiany jego kompozycji. Każdą reprodukcję staramy się jak najbardziej zbliżyć do oryginału.

Przekonaliśmy się, że o jakości druku decyduje przede wszystkim papier. Zmienialiśmy go kilka razy, zanim znaleźliśmy właściwy: matowy papier artystyczny klasy muzealnej. Nieraz kusiło nas, by przejść na większe drukarki przystosowane do szybkiej produkcji na dużą skalę. Zaoszczędzilibyśmy czas i pieniądze. Stracilibyśmy jednak możliwość łączenia naszego matowego papieru archiwalnego z tuszami pigmentowymi o intensywnych kolorach. Zostaliśmy więc przy własnych drukarkach. Każdy plakat drukujemy u siebie, w pracowni w Barcelonie, na papierze o gramaturze 230 g/m², tuszami pigmentowymi o trwałości archiwalnej.

Grafika na Dzień Ojca nr 7.

Robimy też własne ramy: aluminiowe, sosnowe i drewniane z mocowaniem magnetycznym. Jeśli zamówisz ramę razem z plakatem, oprawimy go bezpłatnie. Nie używamy plastiku do pakowania i wysyłamy zamówienia do całej Europy.

To szalona przygoda, która dopiero się zaczyna. Po tylu latach wciąż cieszymy się nią tak samo jak pierwszego dnia i szykujemy coś więcej. Wkrótce ogłosimy nowość: zupełnie inny produkt, nadal związany ze sztuką, plakatami i dekoracją, ale zaskakujący. Na razie nie możemy zdradzić więcej. Zaproszenie pozostaje jednak takie samo. Przejrzyj spokojnie nasz wybór i znajdź obraz, który chcesz mieć wokół siebie.

Propozycje plakatów

Czy wiesz, że…

  • Każda rama z kolekcji ram ma szybkę ze szkła akrylowego, które jest lżejsze i odporniejsze od szkła oraz nie tłucze się w transporcie.
  • Sklep LX Factory w Lizbonie mieści się na pierwszym piętrze księgarni Ler Devagar. Wszystkie adresy znajdziesz na mapie sklepów.
  • W kolekcji ram magnetycznych możesz wybrać ramę z jasnego drewna sosnowego, jasnego dębu, ciemnego dębu albo sosny barwionej na czarno.
  • Nasze ramy łatwo złożysz dzięki instrukcji montażu krok po kroku.
  • W naszych sklepach codziennie widzimy ludzi w różnym wieku, różnej płci i o różnym pochodzeniu, którzy kupują plakaty.

O co nas pytacie

Skąd wzięła się nazwa MORYARTY? Szukaliśmy czegoś krótkiego i łatwego do zapamiętania. W nazwie słychać angielskie „More Art” albo „More Arty”, a wkrótce wymyśliliśmy też hasło „MORYARTY, Art and More”. Litera y w środku odróżnia naszą pisownię od nazwiska Moriarty, czarnego charakteru opowieści o Sherlocku Holmesie. Lubimy jednak to skojarzenie.

Gdzie są sklepy MORYARTY? Dwa znajdują się w Barcelonie, w El Born i Poblenou, a trzy w Lizbonie: Chiado, LX Factory i Trindade. Wszystkie adresy znajdziesz na mapie sklepów. Tam sprawdzisz, który sklep jest najbliżej.

Czy MORYARTY wysyła zamówienia do całej Europy? Tak. Zamówienia przygotowujemy w ciągu 24 do 48 godzin, a dostawa trwa od 2 do 4 dni, zależnie od tego, gdzie mieszkasz. Każde zamówienie wysyłamy z naszej pracowni w Barcelonie w opakowaniu bez plastiku.

Czy plakaty MORYARTY są oryginalnymi plakatami vintage? Nasze plakaty to artystyczne reprodukcje dawnych obrazów. Odnawiamy je ręcznie i drukujemy w pracowni w Barcelonie na matowym papierze o gramaturze 230 g/m², tuszami pigmentowymi o trwałości archiwalnej. Podczas renowacji dbamy o to, by kompozycja i kolory pozostały jak najbliższe oryginałowi.

Ile plakatów jest w ofercie MORYARTY? Ponad dwa tysiące. Sprzedaje je też ponad dziesięć sklepów z designem, księgarń i butików z autorskim asortymentem w całej Europie. Może więc zdarzyło ci się już na nas natknąć, nawet o tym nie wiedząc.

Dlaczego plakaty vintage? Plakat powstawał po to, by przyciągać wzrok z drugiej strony ulicy lub pokoju. Na dzisiejszej ścianie nadal robi to, do czego go zaprojektowano.


O autorze

Jesteśmy zespołem MORYARTY, europejskiej firmy z pięcioma sklepami w Barcelonie i Lizbonie. Każdy plakat odnawiamy ręcznie, zanim wydrukujemy go we własnej pracowni w Barcelonie, a nasza kolekcja liczy ponad 2000 plakatów vintage. Zaczynaliśmy jako zbieracze, którzy chcieli mieć dobre obrazy na własnych ścianach. To pragnienie wciąż decyduje o tym, co trafia do kolekcji i jak o niej opowiadamy.

Powrót do blogu